Podróże bliskie/Włochy

Wenecja

_DSC8495-1

Po prostu Wenecja

O Wenecji napisano już wiele słów. Ja odwiedziłam ją zaledwie dwa razy, aby były to jakościowo różne „razy”.

Za pierwszym razem, lata temu, w ramach zorganizowanej wycieczki przebiegłam kurcgalopem Plac Świętego Marka, rzuciłam okiem na bazylikę tego samego patrona, wleciałam pędem na dzwonnicę pstrykając gorączkowo fotki. Potem równie ekspresowa rundka po najbliższych sklepikach i „Zbieramy się, proszę państwa, czas jechać dalej”. Wrażenia: hałaśliwie, ciasno, pełno turystów, nieco jarmarcznie, żadnej magii.

Za drugim razem – pozwoliłam sobie na pomieszkanie przez parę dni w starej Wenecji. Najpierw hotel – coś niesamowitego, bo to hotel-nie hotel, czyli przeogromne mieszkanie z recepcją, salą jadalną i kilkoma? kilkunastoma? pokojami z łazienkami. Zlokalizowane na pierwszym piętrze kilkusetletniej kamienicy, położonej tuż przy jednym z kanałów. Nieco odrapane, lecz nadal obłożone marmurem schody na klatce, piękne, aczkolwiek nieodrestaurowane płaskorzeźby na ścianach wskazywały, że budynek należał kiedyś do zasobnych, ceniących przepych i estetykę ludzi, a dziś – jest dość niefrasobliwie traktowany przez aktualnych mieszkańców. To, co niezwykłe w tym „hotelu”, to widok z okna, pozwalający obserwować codzienne życie w sąsiedztwie. Rano – ludzie spieszący do pracy, ściągający z łodzi plandeki i – w zależności od profesji – pakujący czy to materiały budowlane, czy to zwykłą teczkę z laptopem.

Widok z okna

Widok z okna

Kobieta z naprzeciwka  woła z okna do mężczyzny, który już siedzi w łodzi, zacumowanej u wejścia do budynku, a on odkrzykuje i odpływa do pracy.

„Sąsiad” z naprzeciwka już odpłynął do pracy

A potem kanałem płynie łódź-śmieciarka – mało romantyczne, ale czyż nie egzotyczne? Później zjadliwie czerwona motorówka i ubrany w identyczną czerwień facet. Myślę, że to dumny właściciel ustroił się pod kolor posiadanego pojazdu, a tu okazuje się, że to serwisant linii telefonicznych „Telecom Italia”, w służbowych barwach i firmowej łodzi… Potem zwyczajny ruch w kanale: łodzie dostawcze z produktami spożywczymi,  wodne taksówki, a za chwilę, na sygnale, posuwa żółta „Ambulanza” – czyli karetka. A potem powrotny ruch mieszkańców z pracy i ożywają gondolierzy, którzy „parkują” przy pobliskim mostku. Płyną tuż pod moim oknem, słyszę jak gwiżdżą lub śpiewają.

A wieczorem Wenecja zamienia się w magiczne miejsce. Plac Św. Marka pustoszeje, choć nadal można tam spotkać turystów. Okolica mostu Rialto nadal tętni życiem, kwitnie handel i gastronomia. Ale z boku… W bocznych kanałach ruch zamiera. Spinające uliczki garbate mostki toną w mroku, robi się pusto i cicho. W półmrokach stare domy nabierają uroku i tajemniczości; ciemności sprawiają, że znikają liszaje na murach, odpadnięte tynki i odrapane okiennice. Jest pięknie, jest pusto, jest nieco dramatycznie. To przez oświetlone wystawy zamkniętych sklepów, które, w kontraście do wyludnionych ulic, robią dość niepokojące wrażenie. Sceneria pobudza wyobraźnię. W ciszy ulicy słychać tylko plusk wody i echo moich kroków.

Wieczór w Wenecji

Wieczór w Wenecji

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s