okolice Szczecina/Podróże bliskie/Rowerowo

Świdwie – rezerwat ptaków w zasięgu roweru

Jestem Szczecinianką. Z wyboru. Do 19 roku życia mieszkałam w innym mieście. Studiowałam w jeszcze innym. I mimo, że mogłam tam zostać (praca, znajomi), wybrałam Szczecin. Bo ładny. Bo zielony. Bo ma przestrzeń, a ja tego potrzebuję. Bo stosunkowo niedaleko morza. Bo blisko granicy z Niemcami. Bo kosmopolityczny i nieszowinistyczny. Ale nie o mnie ten wpis, dziś o trasie rowerowej w okolicach Szczecina… To jedna z moich ulubionych: Szczecin (Głębokie) – Leśniczówka Owczary – Żółtew – Bartoszewo – Tanowo – Węgornik – Świdwie, z minimalnym wjazdem na drogi samochodowe.

Droga jest prosta i malownicza (wujek Google Maps zaprasza). Gdyby zacząć eskapadę na pętli tramwajowej na Głębokim, to należy skierować się drogą (a właściwie dziurawym chodnikiem) na Pilchowo, potem skręcić w lewo objeżdżając północny brzeg Jeziora Głębokiego. Warto wybrać tę drogę (a nie ścieżkę rowerową do Bartoszewa), bo trasa jest urokliwa  – piękne są rozłożyste dęby i maleńkie, bezpretensjonalne zatoczki. Po dojechaniu do grobli – skręt w prawo i ładna, leśna droga przez leśniczówkę Owczary, Żółtew, do Bartoszewa. Można po drodze odpocząć na ławeczce w słońcu lub machnąć się na trawę pod trakcją elektryczną (dobrze widać stamtąd przelatujące samoloty). Droga malownicza, aczkolwiek kapryśna – gdy jest zbyt sucho, miejscami trudno przejechać przez piach trekkingowym rowerem (ale mtb daje radę), gdy jest po deszczu – sporadycznie bywa grząsko. Natomiast wiosną kwitną tam całe dywany białych zawilców, zdarzają się także ich żółte odmiany oraz fioletowawe przylaszczki. Zróżnicowany jest drzewostan, poziom naświetlenia, co sprawia, że trasa nie jest nudna.

okolice Głębokiego, droga na Żółtew

okolice Głębokiego, droga na Żółtew

Przed Żółtewiem?/Żółtewią? (naprawdę nie wiem, jakiego rodzaju jest ta osada) trasa jest nieco piaszczysta, potem do Bartoszewa wiedzie żwirowata droga. W Bartoszewie należy ominąć stawek czyli tzw. Jezioro Bartoszewskie (obojętnie z lewa, czy z prawa – choć z lewej, zachodniej strony jest chyba ładniej i zdecydowanie mniej piachu), a na końcu jeziorka – wjechać leśną drogą w lasek; trochę pedałowania i jest już Tanowo. Trasa również malownicza i niezbyt często uczęszczana, choć czasami można spotkać leśniczego na koniu.

W Tanowie, niestety, należy dotrzeć do drogi krajowej nr 115 (brzydzę się drogami krajowymi) i pojechać nią w stronę Węgornika. Nie lubię poruszać się wśród samochodów, więc dopóki mogę – jadę po chodniku z lewej strony, a potem wydeptaną ścieżką z prawej. To jest tylko kilkaset metrów i potem z lewej jest zjazd w stronę Węgornika. Tam również wiedzie droga, ale mało na niej samochodów, więc można bezpiecznie pędzić przez Gunice (czasami można spotkać pasące się konie; cudne są małe źrebaki). Potem droga się zmienia w wyboistą żwirówkę do Węgornika. Malcolm (tak ma na imię mój rower) skacze na niej dziko, ale widoki są piękne i zróżnicowane.

Rzeka Gunica

Rzeka Gunica

W Węgorniku należy jechać „prosto przed siebie”, inaczej powiedzieć się nie da. To znaczy – najpierw są zabudowania (ogrodnictwo) z lewej strony, potem dom z prawej. Obok tego z prawej wiedzie mało zachęcająca ścieżka (zwłaszcza tuż po deszczu), ale potem, potem są piękne pola. W zależności od pory roku zmienia się długość traw i doświadczenia zapachowe. Wiosną pola są nisko porośnięte, pachnące ziemią. Późnym latem – trawy są wysokie, wonne i szumiące. Gdy się jedzie wśród nich, trudno uwierzyć, że Szczecin jest całkiem blisko.

A potem dojeżdża się do miejsca wypoczynkowego – są tam wiaty i miejsce na grill lub ognisko (nie pamiętam). I znowu kawałek grząskiej drogi i drewniana wieża widokowa. Z góry widać jezioro Świdwie, położone wśród trzcin, słychać świergot ptaków. Na dole –  można przejść przez furtkę (jest z kłódką, ale otwarta) drogą wśród trzcin do drewnianego pomostu.

Malcolm na pomoście

Malcolm na pomoście nad Jeziorem Świdwie

Jezioro Świdwie

Jezioro Świdwie

Na pomoście jest „przyrodniczo”. Można posiedzieć nielegalnie w zacumowanej tam łódce i posłuchać świergotu ptaków, poobserwować, jak wznoszą się kluczem nad jeziorem lub polują na ryby. Podobno spotkać można żurawie, wilgi, błotniaki, derkacze, gęsi, chruściele, choć nie wiem, czy gdybym je zobaczyła, rozpoznałabym przynajmniej połowę z nich. Raz, wiosną, słyszałam dziwny dźwięk. Trochę tak – jakby ktoś dmuchał do butelki, takie głuche buuu-buuuu. A potem okazało się, że to bąk – rzadki, duży, wędrowny ptak, który zimuje w Południowej Azji (ale ma fajnie!) –  rozpoczyna taniec godowy. Wrażenie było niesamowite – idę sobie wśród trzcin, rosnących po same uszy, a tu – ten dziwny dźwięk. Myślę sobie: „To głupie, ktoś dmucha w rurę lub w butelkę? Tutaj? W trzcinach?!” i czuję dezorientację, bo co można czuć doświadczając takiej niespójności bodźców?  Ten dźwięk naprawdę nie przypominał głosu jakiegokolwiek z ptaków!

Ale to, co mi się podoba nad Jeziorem Świdwie najbardziej, to feeria wrażeń: zapach traw i wody; cisza przeplatana krzykami ptaków i wołaniem kukułki, dotyk wiatru i słońca na skórze i srebrne, migotliwe łuski na jeziorze (wtedy, gdy słońce świeci, a wiatr lekko szkwali).

_DSC9010-1

Jezioro Świdwie: zapach wody, cisza, a burza nad Szczecinem przechodzi obok…

_DSC9035-1

kawałek przyrody

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s