Hong Kong/Podróże dalekie

Hong Kong (2) – „teatry to są dwa”

Dwa teatry – opera i sąd. Jeden całkowicie wymyślony, w drugim – odgrywane są autentyczne dramaty…

Opera, którą odwiedziłam w Hong Kongu, znajduje się w dzielnicy Hung Hom, na półwyspie Kowloon. Teatr Ko Shan specjalizuje się w operze kantońskiej (stanowi ona jedną z głównych odmian opery chińskiej), która w 2009 roku została wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO.

Sala Ko Shan nie była całkowicie wypełniona. Ciekawe, czy pojedyncze, puste rzędy były przeznaczone dla duchów (tak, tak, w HK jest taki zwyczaj), czy raczej świadczyły o niezbyt wysokiej popularności spektaklu. Byliśmy jedynymi przedstawicielami rasy białej wśród widowni, ale zaopiekowano się nami troskliwie. Otrzymaliśmy program, w którym po angielsku opisana była fabuła, pozwalająca nam ze zrozumieniem śledzić przebieg akcji. I faktycznie – do trzeciego aktu mieliśmy poczucie, że całkiem sprawnie orientujemy się w przebiegu zdarzeń, rozpoznając poszczególne postaci i nadążając za głównym motywem. Jednakże potem okazało się, że osoba, którą uważamy za generała, wcale nim nie jest, a główna bohaterka (dla nas oczywista) nijak nie przystaje do osoby opisanej w programie. Zgubiła nas, niestety, zbyt ograniczona znajomość gestów i symboli, ponieważ opera kantońska (czy chińska) nie opiera się na  prezentowaniu wydarzeń wprost, lecz bazuje na złożonym języku symboli. W porównaniu do dramatów muzycznych innych kultur wyróżnia się bogatymi formami ekspresji – wydarzenia przedstawiane są nie tylko poprzez śpiew, muzykę i działanie, ale znajdują odzwierciedlenie również w kostiumach, pantomimie, tańcu i sztukach walki. Symbole ujawniają się w każdym aspekcie kantońskiej opery – makijaż twarzy i strój ukazują naturę bohaterów, zaś gesty, mimika i ruchy ciała charakteryzują ich intencje i zachowania.

Opera cd. też nie moje zdjęcie (źródło: blogspot.com)

Opera kantońska – nie jest to moje zdjęcie, bo niezręcznie mi było wyciągać aparat podczas przedstawienia (źródło: blogspot.com)

Określone ruchy rąk i twarzy wyrażają rozmaite uczucia: smutek, zawstydzenie, złość, zdziwienie, przy czym dla Europejczyka wcale nie są oczywiste, stąd trudność ich odczytania. Nie chodzi tu bowiem o tzw. komunikację niewerbalną (mowę ciała), lecz ściśle określone, konkretne, wystudiowane gesty: drżenie – oznaczające gniew, strzepywanie rękawa – informujące o przeżywanym wstręcie, czy zacieranie rąk – wyrażające zmartwienie(!). Dodatkowo – kolory makijażu (zastępującego używane niegdyś maski) świadczą o cechach postaci. I tak – czerwony symbolizuje wierność i oddanie, ale również odwagę; biały – przebiegłość; niebieski – odwagę i przedsiębiorczość, ale także i  zdradę, żółty – inteligencję (albo władzę)… I bądź tu, człowieku, mądry i na bieżąco pamiętaj to wszystko… Ponadto ilość rekwizytów na scenie jest (zwyczajowo) niezwykle uboga, toteż ciężar przekazania treści spoczywa na aktorach i (przeważnie) przesadzonych gestach, kolorach stroju i twarzy.

A to już nie moje zdjęcie - źródło http://macaulay.cuny.edu/

Opera kantońska (źródło http://macaulay.cuny.edu)

Kolejny element – muzyka. W przeciwieństwie do zachodnich oper i musicali, instrumentalny akompaniament chińskiej opery jest skromny. Głównie słychać instrumenty szarpane, czasem coś w rodzaju instrumentu smyczkowego. Natomiast niepokojące są śpiewy… Jestem kompletnym laikiem w zakresie teorii muzyki, ale mam wrażenie, że chińska linia melodyczna znacząco różni się od tej zachodniej. Odgłosy wydawane przez śpiewaków są ostre, wysokie, świdrujące – czasami aż nie do zniesienia, zaś ogół dźwięków bardziej zaliczyć można do kakofonii, niż eufonii (wedle europejskiego ucha). W dodatku śpiewaczka, która według mnie śpiewała najładniej (czytaj: w sposób zbliżony do opery europejskiej), wyraźnie cieszyła się najmniejszym uznaniem publiczności. W czasie jej występu – widownia po prostu beztrosko gawędziła!

A teraz kolejny „teatr”, czyli rozprawa sądowa w HK. Na pomysł udania się do sądu wpadłam wtedy, gdy w jakimś przewodniku przeczytałam, że prawnicy noszą peruki. Wiem, wiem, podzwonne brytyjskiego kolonializmu itd., ale musiałam zobaczyć na własne oczy Chińczyka ubranego w ufryzowaną perukę, z białego włosia…

Warto przy okazji wspomnieć, że sądownictwo w Hong Kongu ma dobrą reputację, słynie z uczciwości i niezawisłości sądu, co wynika prawdopodobnie z tego, że przepisy prawne tu obowiązujące wciąż są oparte na prawie angielskim, uzupełnionym lokalnymi przepisami. Hongkoński system prawny różni się od tego z Chińskiej Republiki Ludowej, czego przykładem jest utrzymanie zawieszenia kary śmierci (wykonywanej w Chinach), nawet po powrocie HK do „macierzy”.

Udałam się zatem do budynku sądu. W ścisłym centrum HK są dwa budynki sądu: 1) stary Budynek Sądu Najwyższego (stanowi zabytek z 1912 r.) był siedzibą Rady Legislacyjnej Hong Kongu do 2011r., 2) nowy – przeszklony biurowiec, w którym odbywają się rozprawy.

Stary budynek

Na pierwszym planie – pochodzący z 1912r., stary budynek Sądu Najwyższego. Od kilku lat jest nieużywany, z uwagi na ograniczoną powierzchnię – brak sal konferencyjnych i innych udogodnień.

Uprzejmy portier ze zrozumieniem potraktował moją prośbę dotyczącą wejścia na rozprawę, dopytywał nawet, jaki charakter spraw mnie interesuje. Odprowadził mnie do windy i znalazłam się w środku eleganckiego budynku ze szkła i granitu, gdzie sale rozpraw są przeszklone i właściwe z hallu można obserwować, co się w nich dzieje. Zostałam skierowana na sprawę gospodarczą, ale było nudno, więc z wokandy wybrałam sprawę karną – posiadanie narkotyków. Tu oskarżony osobnik wyglądał na bardzo skruszonego, a prawnicy… mieli faktycznie na głowach peruki (białe, a la minimalistyczna madame Pompadour), które zabawnie kontrastowały z ich ciemną cerą i skośnymi oczami.

To także nie moje zdjęcie, bo jakże tu fotografować w sądzie bez zwracania na siebie uwagi, jeśli się jest jedyną białą osobą na sali (i w dodatku w kusej spódnicy, bo na dworze było gorąco)?

To także nie jest moje zdjęcie, bo jakże tu fotografować w sądzie bez zwracania na siebie uwagi, jeśli się jest jedyną białą osobą na sali (i w dodatku w kusej spódnicy, bo na dworze było gorąco)?

Ale bardziej zaskoczyły mnie togi. Inne niż w Polsce – rozłożyste, plisowane i z wielkimi kokardami z tyłu! Ciekawa jestem, czy u nas prawnik na rozprawę ubrałby strój z kokardą…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s