Malezja/Podróże dalekie

Malezja (1) – kraj, do którego dobrowolnie nie wrócę

Nie jestem szowinistką, ani nacjonalistką. Nie mam nic przeciwko Romom, Żydom, Arabom, mieszkańcom dawnego ZSRR. Ale mieszkańców Malezji nie cierpię. Nie wszystkich. Akceptuję chińskich Malajczyków, bo mają wszystkie chwalebne cechy przodków. Natomiast nie trawię tzw. desi, czyli znacjonalizowanych imigrantów z Indii, Bangladeszu, Pakistanu, Birmy. I moja niechęć ma uzasadnienie, poparte doświadczeniem.

Kuala Lumpur- wieża telewizyjna i Petronas Tower

Kuala Lumpur – wieża telewizyjna i Petronas Tower

Malezja jest państwem trzech nacji i trzech głównych religii. Nacje te nie mieszają się, zachowując odrębność kultur, wyznań i obyczajów.

Chińscy Malezyjczycy, prezentują cechy swoich atentatów: są uczciwi, pracowici, pomocni. W strukturze społeczeństwa malajskiego stanowią drugą pod względem wielkości grupę (26%), lecz odgrywają istotną rolę w gospodarce.

Rdzenni Malezyjczycy są muzułmanami. Ta społeczność jest wewnętrznie zróżnicowana – należą do niej i uprzywilejowani Malajowie tzw. Bumiputera, (którzy zajmują istotne stanowiska, podejmują decyzje na szczeblu państwowym), i  przedstawiciele ubogich plemion, trudniących się rolnictwem, zbieractwem i łowiectwem.

Natomiast, z mojego punktu widzenia, najgorszą grupę stanowią przedstawiciele narodowości hinduskiej oraz imigranci z tejże grupy etnicznej (i pochodnych).

Widziałam ich na lotniskach w Kuala Lumpur i Singapurze, gdy przylatują zdezolowanymi samolotami rodzimych linii lotniczych, w dziwnych, niemodnych ubraniach zachodnich lub w typowych beżowych tunikach i jasnych spodniach, w znoszonych butach, z walizkami, które sprawiają wrażenie tekturowych (?). Głównie są to mężczyźni, o bardzo ciemnej cerze, często z wąsami. Zdarza się, że mają ciekawe, bursztynowe oczy i dość szlachetne, zaskakujące regularnością rysy twarzy. Wysiadają z samolotu, rozglądają się. Potem jeszcze na lotnisku przedpotopowymi telefonami robią „selfie”, na których prezentują dumną minę i gorączkowo przesyłają sms-y do rodziny. Żal ogarnia, gdy się na nich patrzy, bo widać, że to naprawdę biedni ludzie. W głowie powstają myśli – ile osób i jak długo musiało zbierać pieniądze, aby znaleźli się oni w tym miejscu…

A potem ci biedni ludzie przeistaczają się w różnego typu usługodawców, robotników i przyczyniają się do tego, że Malezja jest krajem trudnym turystycznie. Stają się kłamliwymi, leniwymi sprzedawcami, nieuczciwymi kierowcami taksówek, nieogarniętymi kelnerami, gnuśnymi robotnikami.

Żal mija, kiedy ma się z nimi osobiście do czynienia… Pojawia się złość, bezradność, furia. Sprzedawca z tej grupy etnicznej nie obsłuży cię w sklepie (nie jest przeważnie jego właścicielem, więc mu nie zależy). On woli powiedzieć, że danego produktu nie ma, niż wydatkować energię na jego poszukanie. Gdy go będziemy dopytywać, wskaże nam inny sklep za rogiem (którego w rzeczywistości nie ma) lub powie, że w całej Malezji danego produktu nie można kupić. I nie dotyczy to wysublimowanych towarów, ale rzeczy pozornie oczywistych – telefonu, plastra, okularów do pływania… A zdanie, że „w całej Malezji tego nie ma” warto zapamiętać – będzie się powtarzać jak mantra w większości kontaktów z desi.

Desi taksówkarz na 95% oszuka. Najpierw odmówi włączenia licznika. Potem zaproponuje cenę, która kilkukrotnie przewyższy tę właściwą. Gdy odmówisz, zrezygnuje z kursu. Woli nie zarobić, niż się napracować…Przy okazji będzie bezwzględny – cena okaże się wyższa, a jego nieustępliwość silniejsza wprost proporcjonalnie do niekorzystnych warunków sytuacji (monsunowy deszcz, odludzie, lotnisko nocą).

W Malezji, jak w żadnym innym kraju, doświadczyłam zachowań, które były dla mnie całkowicie niezrozumiałe i wręcz niewiarygodne. Gdyby mi ktoś o nich opowiadał, uznałabym, że przesadza, zmyśla. Jak tu uwierzyć, że w renomowanym hotelu obsługa może odmawiać (przez pół doby!) zabrania tacy z resztkami wcześniej zamówionego jedzenia z pokoju, pozostawiać w restauracji brudne naczynia na stole, oczekiwawszy, że gość usiądzie i będzie jadł w tym miejscu! Czy można uwierzyć, że personel hotelu może zniechęcać gościa do reklamowanej (przez tenże hotel!) wycieczki opowiadając bzdury o jej nieaktualności (powołując się na plakaty reklamowe w hotelu udowodniłam, że jest aktualna), przełożeniu terminu na czas po wymeldowaniu gościa, ględzeniu, że „w całej Malezji już takich wycieczek nie ma”…? Abstrahując od obsługi hotelowej – z lenistwem, oporem, oszustwem spotkałam się również w taksówce, na lotnisku, u sprzedawcy biletów na łódź w Kuantan, o sprzedawcach w sklepach nie wspomnę. Sytuacje całkowicie absurdalne wiązały się z problemami, które w świecie zachodnim są w pełni rozwiązywalne, a moi interlokutorzy prezentowali niechęć (do załatwienia czegokolwiek), totalny brak inicjatywy, spychologię.

Te niewłaściwe (z mojego punktu widzenia) działania zawsze były autorstwa tej trzeciej grupy narodowościowej – Malezyjczyków pochodzenia hinduskiego, pakistańskiego, bangladeskiego. I kiedy zaczęłam się zastanawiać nad ich niezrozumiałą dla mnie motywacją do unikania pracy i świadczenia usług, a w konsekwencji – niezarabiania pieniędzy, przypomniałam sobie widok świeżych imigrantów, w nędznych ubraniach, ze steranymi walizkami. Może ci ludzie są tak biedni, że mając tu, w Malezji, kąt do mieszkania, jedzenie, nie potrzebują już niczego więcej? Może mają poczucie, iż osiągnęli bogactwo (według własnych definicji, warunkowanych skrajną nędzą), że nie znajdują już sił i ochoty, aby pomnażać ciężką pracą własny stan posiadania i podnosić status quo? A może ich mentalność nakazuje im być biernym, leniwym, powolnym, bo wszystko i tak jest kwestią Karmy, a człowiek nie ma wpływu na własne życie?

Nie wiem, nie znam żadnego z nich. Mogę się tylko domyślać…

Robotnicy na herbacianych polach Cameron Highlands

Robotnicy na herbacianych polach Cameron Highlands

Reklamy

3 komentarze do “Malezja (1) – kraj, do którego dobrowolnie nie wrócę

  1. Pingback: Malezja (3) – Jak oszukaliśmy malajskiego taksówkarza… | zawsze w drodze

  2. Pingback: Malezja (4) – stwory nie z tej ziemi | zawsze w drodze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s