Podróże w myślach i wspomnieniach/refleksje i spostrzeżenia

Podróże w myślach, czyli o czym myśli siostra mojego arabskiego przyjaciela…

Przyjaźnię się z Arabem. Najprawdziwszym, autentycznie bogobojnym, przestrzegającym Ramadanu, modlącym się pięć razy dziennie, związanym z rodziną generacyjną silniej niż z jakąkolwiek kobietą w przyszłości. Gdybyśmy się nie lubili, to byłaby między nami – jak mawiali niegdyś politycy – „twarda” [niemęska] przyjaźń. A ponieważ się lubimy (bo to Kismet i Karma w jednym) – ja akceptuję jego modlitwy, przekonania i zwyczaje żywieniowe (to jest halal, a tamto haram), a on akceptuje mnie jako nieszkodliwą przedstawicielkę zachodniego świata.

Co ciekawe, według niego jestem kobietą „wprawdzie piękną (ha, ha, przynajmniej jeden osobnik, poza moim mężem, tak o mnie myśli!), aczkolwiek całkowicie `niegrzeczną` [ang. impolite]”, przy czym, oczywiste jest, że żadna uroda nie zrekompensuje mojej niesubordynacji.  Owa „niegrzeczność” polega na tym, że mam własne zdanie; robię to, co chcę, mimo że powinnam słuchać męża. A kiedy mam inne zdanie (niż mąż), to winnam poczekać, aż mój mąż będzie miał dobry nastrój i wtedy przyjść do niego i poprosić, aby wytłumaczył mi, dlaczego się mylę. Tak twierdzi mój przyjaciel. Oczywiście, bezsporne jest to, że: 1) to JA się mylę, a nie mój mąż; 2) MYLĘ SIĘ, bo czyż kobieta może myśleć logicznie?; 3)  to MÓJ MĄŻ powinien pouczyć mnie, a nie ja jego, nawet jeśli to on się myli…itd.

Mój przyjaciel posiada liczne rodzeństwo, ale dziś chcę skoncentrować się na Amirze. Bardzo ją lubię, jest mądrą, elokwentną dziewczyną, bardzo ciepłą i empatyczną.

Otóż, Amira skończyła ze świetnymi wynikami studia pielęgniarskie, ale jej zasadniczym celem w życiu było znalezienie męża. Oczywiście, cała jej rodzina w realizacji tego „podstawowego zadania życiowego” ją wspierała, motywowała, mobilizowała, molestowała i nękała. Pytaniom i przypomnieniom nie było końca… Rodziny nie obchodziło, że Amira jest mądra, pracowita i zrównoważona. Rodzina była zaniepokojona, kiedy mijały lata i Amira nie miała męża!

IMG_0019-2

Amira. A czerwony kotylion na palcu to pamiątka ze ślubu kuzynki

Zawsze czułam bunt, kiedy w rodzinie mojego przyjaciela mówiono o kwestiach zamążpójścia (jako głównego celu w życiu kobiety). Jednak w przypadku Amiry ogarniała mnie pewna pokora – może w świecie wartości arabskich istnieją sprawy i kwestie, których nie rozumiem? Może to, co jako Europejka krytykuję, mieści się w czyichś ramach i jest nawet pożądane?

Bowiem sama Amira prezentowała łagodno-akceptujące podejście do kwestii własnego zamążpójścia. Miała zamiar wyjść za kuzyna (w świecie islamskim małżeństwa endogenne są normalnością), ale on jej nie chciał, co Amira zniosła ze stoickim spokojem.

Nieśpiesznie rozglądała się za mężem (owo arabskie rozglądanie oznacza całkowitą bierność, według kryteriów świata zachodniego), Zaskakująca dla mnie była jej determinacja i akceptacja. Ona naprawdę chciała wyjść za mąż. Było to dla niej ważne i oczywiste zarazem, przy czym kwestia kandydata była drugoplanowa. Amira uważała, że pokocha każdego mężczyznę, jeśli będzie dla niej dobry i będzie sumiennym, praktykującym muzułmaninem. I to przekonanie nie było narzucone – wypływało z jej wnętrza, z głębokiej wiary w ustalony porządek świata, a jednocześnie powodowało, że Amira z ufnością i akceptacją patrzyła w przyszłość.

I NAPRAWDĘ nie przejmowała się sprawą dopasowania jej i przyszłego małżonka. Na moje pytania o kwestie charakterologiczne reagowała tak, jak ja zachowałabym się w obliczu pytania, jaki wpływ ma asteroida 2013 TV135 na moje życie… Zaznaczam przy okazji, że Amira nie jest powierzchowną, płytką osobą. Po prostu w świecie jej wartości jest tak, że miłość przychodzi z czasem, inszallah – jeśli Allach zechce, a posiadanie męża jest ważniejsze niż jego brak.

Dwa lata temu Amira znalazła w końcu kandydata na małżonka. Zanim dowiedziałam się czegokolwiek o nim, to tak – jak to jest przyjęte w świecie arabskim – usłyszałam o jego siostrze, jej dzieciach, jego braciach… Nie pojechałam na jej wesele, bo w tym czasie w Tunezji nie było bezpiecznie. Mogłabym mieć problem z samotnym podróżowaniem .

Amira w roli panny młodej

Amira w roli panny młodej

Przesłane przez siostrę Amiry zdjęcia ukazywały typowe arabskie wesele – przeraźliwie (według moich kryteriów) wymalowane kobiety bawią się w swoim gronie, odseparowane od mężczyzn.

Zresztą „bawią się” to eufemizm – byłam na innym arabskim weselu (z Amirą zresztą) i ta zabawa była nudna: siedziałam przyspawana do krzesła z Amirą i Afifą, które z wypiekami na twarzy śledziły scenę. Muzykanci rzępolili, panna młoda albo tańczyła (bałam się o jej centymetrową warstwę makijażu na twarzy), albo siedziała na tronie niczym dostojna matrona. I tak przez parę godzin: siedzenie i oglądanie pląsów panny młodej, trochę malowania henną, żadnych przystojnych facetów :), krótki moment, kiedy na scenę wkraczają ojciec i bracia… Na szczęście uczestniczyłam tylko w jednym dniu arabskiego wesela (bywają trzy-, a nawet pięciodniowe).

20130621_233414-2

Taniec panny młodej, a w tle kobieca widownia i (chwilowo) ojciec. Na arabskim weselu mężczyźni i kobiety „bawią się” osobno. Kobiety czasem tańczą, przeważnie jednak obserwują pannę młodą. Mężczyźni jedzą i również tańczą… sami ze sobą.

Na arabskim weselu rzadko można zobaczyć pana młodego. Głównym obiektem zainteresowania (jeśli się jest kobietą) winna być panna młoda - jej stroje i makijaże. To, co na ma na rękach Amira, to tradycyjny, arabski manicure, czyli wykonane henną mniej lub bardziej precyzyjne malunki ozdabiające palce. Ten rodzaj manicure towarzyszy przede wszystkim wzniosłym okazjom - takim jak wesela.

Na weselu rzadko można zobaczyć pana młodego. Głównym obiektem zainteresowania (jeśli się jest kobietą) winna być panna młoda – jej stroje i makijaże. To, co na ma na rękach Amira, to tradycyjny, arabski manicure, czyli wykonane henną mniej lub bardziej precyzyjne malunki ozdabiające palce. Ten rodzaj manicure towarzyszy przede wszystkim wzniosłym okazjom – takim jak wesela.

Amira, zdobywszy męża, zrezygnowała z pracy zawodowej. W rekordowym tempie urodziła dwójkę dzieci i prawdopodobnie powoła na świat dwa razy tyle. Jej rodzina się cieszy, mnie jest jej żal, ale czy mam rację?

Otóż, Amira jest szczęśliwa! Nie musi zarabiać na życie, wstawać do pracy, może liczyć na męża i rodzić dzieci. Może zamknąć się w kuchni z matką i siostrami i pichcić kuskus w trzydziestu wydaniach (a Amira naprawdę to potrafi). A kiedy będzie miała inne zdanie niż mąż, to poczeka, aż  będzie miał dobry nastrój i wtedy przyjdzie do niego i poprosi, aby wytłumaczył jej, dlaczego się myli. I oczywiste będzie, że : 1) to ona się myli, a nie mąż; 2) myli się, bo czyż (wykształcona bądź, co bądź) kobieta może myśleć logicznie?; 3) to jej mąż powinien pouczyć ją, a nie ona jego, nawet jeśli to on się myli…itd.

Mogę sobie poironizować. Mogę zareagować z pozycji Europejki, kobiety światowej, feministki, przedstawicielki Zachodu. Mogę obśmiać, spojrzeć z politowaniem, skonfrontować… Tylko, co mam zrobić w obliczu faktu, że Amira jest naprawdę szczęśliwa?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s