Izrael / Podróże dalekie / Podróże w myślach i wspomnieniach / refleksje i spostrzeżenia

Izrael – bezpiecznie, czy nie?

Izrael. Jechać, czy nie jechać? Jest bezpiecznie, czy nie?

Pytamy znajomych… Koleżanka (była) twierdzi, że bezpiecznie i spokojnie. Ale z drugiej strony – to ryzykantka: znalazła jakiś super hotel, w śmiesznej cenie i chciała w nim zamieszkać, nie bacząc na to, że to sam środek strefy Gazy…

Pani z ambasady mówi, że bezpiecznie, lecz pogoda w lutym może być niefajna.

Stronka www (znaleziona gdzieś w czeluściach Internetu) informuje o zamachach. Nie codziennie, ale co parę dni. Nie bombowych, ale nożowniczych. Izraelscy żołnierze są czujni i gotowi. Więc, gdy ktoś ich atakuje, strzelają bez namysłu. A że i oko mają dobre, i karabiny szybkostrzelne – trup ściele się gęsto. Oczywiście trup zamachowców, choć czasami i przechodzień zostaje rażony…

Więc szukamy dalej – znajdujemy jakieś strony amerykańskiego ministerstwa… Zgroza! Wygląda, że nie tylko trup pada raz po raz, ale jeszcze nad głowami latają bomby i rakiety, a w nocy trzeba szukać schronów… Co jest?!

Pani z ambasady znowu nie potwierdza. Twierdzi, że owszem rakiety gdzieś tam latają, daleko, daleko, ale w samym Izraelu jest bezpiecznie.

No, dobra, jedziemy.

Wrażenia turystyczne wyrażę w innych wpisach… Tu chciałabym opisać stronę emocjonalną imprezy, oczywiście z perspektywy czysto subiektywnej.

A więc lęk

Towarzyszy mi w Jerozolimie, Betlejem. Kiedy widzę mury (graniczne między Autonomią Palestyńską a Izraelem), z drutem kolczastym i uzbrojonymi żołnierzami. Ktoś powie: Żołnierze przy przejściu granicznym? Normalna rzecz! Natomiast tu żołnierze są wszędzie. Przy wejściach do bram Starego Miasta, przy atrakcjach turystycznych, na rozstaju małych, ciasnych uliczek starej części Jerozolimy. Żołnierze, którzy nie trzymają automatycznych karabinów na plecach, lecz dzierżą je przed sobą w dłoni, pozostając w ciągłej gotowości do oddania szybkiego strzału.

Wieczorny spacer po Jerozolimie kończy się lękiem. Gdy jestem w  Wieczerniku (tu rzekomo odbyła się Ostatnia Wieczerza), z dala słyszę odgłosy krzyczącego tłumu – ktoś protestuje? ktoś demonstruje? Niby nic się nie dzieje, ale raptem bardzo dużo jest policji i żołnierzy. Trudno napawać się wieczornym widokiem Ściany Płaczu, kiedy obok przechodzi 30 facetów w pełnym uzbrojeniu i staje nieopodal. Gdzieś w oddali słychać sygnały policyjnych syren.

cahalx1

Nie moje zdjęcie (źródło: Izrael.org), bo w Izraelu nie wolno fotografować żołnierzy.

Towarzyszą temu wiadomości…

Młoda żołnierka została śmiertelnie ugodzona nożem. Jej koledzy szybko zareagowali i zastrzelili dwóch towarzyszących jej zamachowców. Działo się to parę dni temu, ale właśnie zburzono domy zamachowców i atmosfera napięcia się utrzymuje.

Inna migawka: Autonomia Palestyńska, Betlejem

Przyjemny wieczór. A jednak jakaś demonstracja (samochodowa) przejeżdża ulicami – młodzi ludzie z flagami krzyczą. Odwracam wzrok – i co widzę? Sklep z napisami: Bojkotuj Izrael!, Zabij wszystkich żydów!…

Żydzi do Autonomii Palestyńskiej nie przychodzą – mają zakazane, mimo że to ciągle jest ich kraj. Palestyńczycy zaś nie mogą wejść do Izraela, mimo że nie są odrębnym krajem, ciągle nie są. Obie nacje dzieli mur z drutami kolczastymi. „Mur bezpieczeństwa” – powiadają Izraelczycy, „Mur hańby” – twierdzą Palestyńczycy.

wall_labors_eid_activestills1

Źródło: palestinecronicle.com

Kolejny obrazek: Wzgórze Świątynne

Chcę pooglądać Meczet Al-Aksa, zrobić parę zdjęć.

Ale zaczynają się krzyki. Tak siedzący pod meczetem muzułmanie reagują na wycieczkę Żydów. Jedni i drudzy zaczynają krzyczeć. Muzułmanie twardo tkwią pod meczetem, a Żydzi ich drażnią jarmułkami. Obie grupy nie pozostają sobie dłużne. Oczywiście, zarówno jedni, jak i drudzy, miłują dobro i pokój. Tylko patrzeć, kto pierwszy w imię tego pokoju rzuci kamieniem. Nastroje są bojowe, muszę się ewakuować.

I jeszcze te służby bezpieczeństwa

Rozumiem, że służby bezpieczeństwa strzegą porządku. Ale ja się ich boję, bo czuję ich wrogość i napięcie!

Na Wzgórzu Świątynnym rządzą służby muzułmańskie – to oni pilnują obyczajowości w tym świętym miejscu i decydują, kogo wpuszczą.

Mój mąż, w trakcie pozowania do zdjęcia, odruchowo obejmuje mnie ramieniem. Podchodzi do nas gniewny muzułmanin – oficjalny strażnik moralności. Właśnie zrobiliśmy coś złego: objęliśmy się na zdjęciu! Nieważne, że jesteśmy małżeństwem od wielu lat, a powołując na świat dziecko uczyniliśmy to w dużo bardziej nieprzyzwoity sposób… Teraz mamy na sobie grube kurtki, ręka mojego męża dotykała zaledwie mojego ramienia, owiniętego solidną warstwą materiału. Nieważne! Naruszyliśmy moralność, musimy usunąć zdjęcie. Muzułmanin jest wrogi i nieubłagany.

Kasujemy więc problematyczną fotkę, ustawiamy się obok siebie jak dwa sztywne pale Azji i robimy kolejne zdjęcie. Trochę nas ta sytuacja śmieszy, a jednocześnie pod skórą czuję lęk – jakie byłyby konsekwencje, gdyby mąż mnie pocałował? Strażnik moralności nie spuszcza nas z oka.

_DSC0316

Ja i mój mąż pod Kopułą na Skale. Brzydkie zdjęcie, bo z ludźmi w tle, ale PRZYZWOITE. Nie tylko, że zachowujemy stosowną, między małżonkami, odległość, to jeszcze moje kuszące biodra są zasłonięte (to kolejny wymóg)! Wprawdzie tylko szalikiem, ale żaden bogobojny muzułmanin  nie dostanie spazmów na widok mojego odzianego „jedynie” w dżinsy tyłka.

Kolejna przeprawa z mundurowymi

Wyjazd z Izraela, lotnisko w Tel Awiwie. To już koniec! Odprawiamy się, oddajemy bagaże. Jesteśmy ostatni w kolejce odprawiających się. Pracownik, który nas obsługuje, pyta, kim jesteśmy dla siebie. Odpowiadamy, że małżeństwem. On kiwa głową, wygląda na to, że odprawa potoczy się zwykłym trybem.

Nagle dostrzega etykietkę emirackich linii lotniczych na naszym bagażu i wtedy się zaczyna. Atmosfera gęstnieje i pada grad pytań: Czy byliście w Dubaju? Ile razy byliście w Dubaju? Kiedy byliście ostatni raz w Dubaju? Co robiliście w Dubaju? Kto wam każe jeździć do Dubaju? Po co jeździcie do Dubaju?

Dubaj jest w każdym pytaniu tak jakby Emiraty to tylko Dubaj! Seria pytań. A nam się mąci w głowie: byliśmy w Dubaju wiele razy, nie pamiętamy, ile…  Ostatnio? Usiłujemy liczyć w pamięci, a tu padają kolejne pytania. Mówię prześladowcy, żeby zajrzał do mojego paszportu – tam są wszystkie pieczątki. W ogóle mój paszport jest pełen pieczątek z krajów arabskich, przy czym królują tam Emiraty. Jednak pracownik lotniska nie ma nastroju do żartów i indaguje dalej: Kogo znacie w Dubaju? Na początku chcę uczciwie odpowiedzieć, że chłopaka basenowego, faceta od plażowych ręczników, jedną kelnerkę z hotelowej restauracji i menedżera hotelu w Sharjah (nie, on ostatnio wyemigrował do Australii), jednak nachodzi mnie w porę trzeźwa refleksja, że nie mogę tak powiedzieć, bo wyjdzie, że mam jakieś powiązania nie wiadomo z kim…

Po co jeździcie do Dubaju? Odpowiadamy chórem: Jeździmy w celach turystycznych, a w środku myślę sobie: Co za idiota! Gdyby był w Dubaju, wiedziałby po co się tam jeździ: słońce, piaszczyste plaże, ciepłe morze, eleganckie hotele, sklepy, atrakcje turystyczne i piękne widoki…I nikt mnie tak nie przeczołgał jak w tym Izraelu!

Facet zabiera się teraz do przeglądania naszych paszportów. Jest nadal nerwowy i nieprzyjemny, i  wygląda, że wpadł na nowy pomysł! Teraz czepia się mojego męża, który  swoim śródziemnomorskim wyglądem budzi jego wątpliwości dotyczące pochodzenia. Z jakiego jest kraju? Mąż zdziwiony odpowiada, że z Polski. A facet puka triumfalnie paluchem w  paszport, gdzie widnieje nazwa miejsca urodzenia: Toruń – i atakuje: Torun – i co my na to? A gdzie ten Torun jest? Trochę chce mi się śmiać, bo facet ewidentnie podejrzewa, że mój mąż jest Arabem, który przez małżeństwo ze mną uzyskał polskie obywatelstwo. Mam więc ochotę odwarknąć, że Toruń to jakżeby inaczej – sam środek Arabii Saudyjskiej! Jednak grzecznie odpowiadamy, że Toruń to polskie miasto, indagowanie trwa jeszcze przez chwilę (zaczynamy już budzić sensację u innych pasażerów), zmęczeni odpowiadamy ponownie na te same pytania.

Po jakimś czasie nasz prześladowca ma dość, a my – jeszcze bardziej. Pozwala nam wyjechać z Izraela! Mam ochotę pokazać mu język, nie rozumiem tej hipokryzji – ostatecznie jak mnie do Izraela wpuszczano, to nie ukrywałam przed nikim bytności w krajach niepożądanych. Co więcej – sami mi wlepili wizę na odrębnym papierku, abym  mogła ponownie te niepożądane kraje odwiedzić!

A jednak, jeśli podstawą kontaktów międzyludzkich jest lęk i podejrzliwość, wszystko może się zdarzyć. Nieufność czai się wszędzie. Nie ma jej może w Hajfie i miejscach w miarę neutralnych, ale tam, gdzie stykają się religie żydowska i muzułmańska śmierdzi konfliktem. Śmierdzi – bo podejrzenia, wrogość i lęk sprawiają, że powietrze gęstnieje w wybitnie niekorzystny sposób. I nie zmienią tego nawet tłumy turystów robiących uśmiechnięte zdjęcia, pilnujących, żeby w kadrze nie znaleźli się żołnierze z gotowymi do strzału karabinami.

ulica

Ta sama ulica w Starej Jerozolimie, widzę, że przechodzi mężczyzna, potem kobieta. Oni widzą inaczej – Żyda i muzułmankę… I tak to trwa od setek lat, a może i jeszcze dłużej…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s