Kambodża / Podróże dalekie

Pub Street i piwo za pół dolara

Pub Street to niewielka uliczka znajdująca się w centrum Siem Reap, miasta w północno-zachodniej Kambodży, słynącego z malowniczego kompleksu świątyń nieopodal (Angkor Wat).
Na Pub Street (i w jej okolicach) znajduje się wiele restauracji, barów, klubów i salonów masażu. 
Miejsce to w dzień gromadzi spokojnie przechadzających się turystów, wieczorem zaś – zamknięta dla ruchu drogowego – ulica tętni życiem, wabi kolorowymi światłami neonów, wzywa dźwiękami różnorodnej muzyki, inspiruje zapachami.
ISR_1070
Pozornie – miejsce jak wiele innych na świecie: pełne turystów, zapachów, hałaśliwe i kolorowe.
Z drugiej jednak strony – Pub Street ma parę cech wyróżniających ją od innych, podobnych deptaków.
Przede wszystkim – piwo, serwowane z tak zwanego kija, jest tańsze niż woda – kosztuje pół dolara, podczas gdy cena wody waha się od dolara do półtora. Inne napoje gazowane (w tym Coca-cola, ale i zwykła herbata, bywają dużo droższe).
ISR_1170.jpg

Przenośne przyczepy-bary na Pub Street przyjeżdżają wieczorem, dowożone motorami

Oczywiście – cena serwowanego tu piwa jest adekwatna do jego jakości: napój jest słabiutki, można popijać go w zwiększonych ilościach, co stanowi dodatkową zaletę – przyjemnie jest usiąść nad kuflem (lub dwoma) owego „cienkusza” i przez cały wieczór, bez zbędnego szumu w głowie, śledzić tętniącą życiem ulicę. Tłumy, wszelkiej maści, wielkości i szerokości, przechadzają się po Pub Street rozglądając się z ciekawością. Co jakiś czas – pod czujną wodzą przewodnika – przemyka zorganizowana grupa Japończyków lub Koreańczyków: gorączkowo, w biegu cykają fotki – ostatecznie: czas to pieniądz, a im zostało jeszcze tylko pięć dni na zwiedzenie reszty Indochin. Leniwie snują się rodziny. Jednakowe dziewczyny (długie włosy, kuse spodenki – niezależnie od obwodu ud) deliberują – piwo, czy dyskoteka? Tuż obok rzucają przynętę zawsze czujni kierowcy tuk-tuków – a nuż trafi się klient? Gdzieś w tle gra miejscowa kapela ludowa, brzęcząc niczym komar na tradycyjnych instrumentach…
Radosną atmosferę ‚podkręcają” odpowiednie hasła, znajdujące się przed restauracjami „Save water, drink beer„(oszczędzaj wodę, pij piwo)…
ISR_1068

Zaskakuje hasło reklamujące klub na Pub Street: „Promujemy nieodpowiedzialne picie od 1998”. A gdzie „wychowanie w trzeźwości”?

Ale Pub Street to nie tylko miejsce, gdzie można bez wyrzutów sumienia i większej szkody dla kieszeni napić się słabego piwa. To również miejsce, gdzie można skosztować różnych potraw. I tych tradycyjnie khmerskich, i międzynarodowych (choć te bywają rzadziej), i dziwacznych wynalazków typu stek z kangura, czy krokodyla. Nieopodal Pub Street można napotkać również przenośne stragany, na których oferowane są „szaszłyki” z węża, skorpiona lub zapiekane świerszcze.
ISR_1176

Burgery z krokodyla? Dlaczego nie, tylko – czy pasują do pizzy?

Poszukując restauracji warto jest przejrzeć wystawione menu, porównać ceny – bywają zróżnicowane. Dobrze jest też zwrócić uwagę, czy restauracja serwująca tańszy posiłek nie „odbija” sobie na dużo droższych napojach. Nie zawsze też restauracje z khmerskim przymiotnikiem w nazwie oferują naprawdę smaczne potrawy (jedna z jadłodajni rekomendowanych przez Trip Advisor serwuje mdłe posiłki i drogie napoje…).
Trafiłam natomiast na ciekawe miejsce na uliczce równoległej do Pub Street – niepozorną restaurację o tajemniczej nazwie „Sanctuary”, oferującej w niewygórowanej cenie zaskakująco smacznego kurczaka z imbirem (plus piwo w cenie 0,5 $). 😃
ISR_1174.jpg
Reklamy